Bukmacherzy Internetowi

BUKMACHERZY INFORMACJE:

POLECANI BUKMACHERZY:

POKER:

NIUSY SPORTOWE:

LINKI:

ARCHIWUM NIUSÓW:

35 lat minęło… od skoku Fortuny | piątek, 09 lutego 2007


35 lat temu, 11 lutego 1972 r. Wojciech Fortuna (wówczas niespełna 19-letni) zdobył pierwszy w dziejach polskiego sportu złoty medal zimowych igrzysk olimpijskich, zwyciężając w konkursie skoków narciarskich na skoczni Okurayama, w japońskim Sapporo.

Interesujesz się sportem?

Załóż konto u najsolidniejszego internetowego bukmachera Bet-at-Home
i obstawiaj mecze ulubionych zespołów.
BONUS 100% pierwszej wpłaty !!!


Ten triumf zawdzięczał pierwszemu skokowi na odległość 111 m (drugi skok w konkursie 87,5 m), nieosiągalną w tym dniu dla rywali. Gdy wylądował po tym długim „locie” bił sobie brawo, wiedząc, że był to skok niemal idealny. Publiczność japońska też była zafascynowana skokiem małego Polaka, choć to był cios dla ich faworyta Yukio Kasayi. Telewizja japońska NHK powtarzała potem wielokrotnie wyczyn polskiego zawodnika, traktując go jako sensację tych igrzysk.

Kibice w kraju dowiedzieli się o tym radosnym wydarzeniu już 11 lutego nad ranem, z relacji radiowej red. Bohdana Tomaszewskiego (pierwszy „flesz” z Sapporo nadano w PR o 5.32 czasu polskiego). A niewiele brakowało, by Fortuna na olimpiadę do dalekiej Japonii nie pojechał. Upór trenera Janusza Forteckiego, wierzącego w tego zawodnika i nacisk prasy sportowej sprawił, że Fortunę włączono w ostatniej chwili do ekipy olimpijskiej. Nie miał nawet oficjalnego stroju reprezentanta Polski... I ten „rezerwowy” zdobył złoty medal ZIO jako pierwszy z Polaków i do dziś jedyny. Wtedy był to setny medal olimpijski polskich sportowców.

Konkurs na dużej skoczni Okurayama odbywał się przy dość porywistym wietrze. Mówiło się, że to wiatr poniósł tak daleko filigranowego Polaka... Na liście startowej było 55 skoczków, w tym faworyzowani Japończycy, którzy na średniej skoczni zajęli 3 pierwsze miejsca (1. Kasaya). Szóste miejsce nieoczekiwanie wywalczył Fortuna.

Polak miał 29 numer startowy i objął prowadzenie w konkursie tym niebywałym 111-metrowym skokiem, za który dostał od sędziów najwyższą w historii notę – 130,4 pkt. A przed nim skakali tacy zawodnicy jak Norweg Bjoern Wirkola, Japończyk Konno, a po nim Manfred Wolf z NRD, Jiri Raszka (Czechosłowacja – dziadek Jana Mazocha), Gari Napalkow (ZSRR), Szwajcar Walter Steiner i wspomniany Kasaya, który miał 106 m; pozostali w granicach 100 m lub mniej. Ci wszyscy sławni konkurenci byli wprost „znokautowani” skokiem Polaka.

W drugiej serii Fortuna nie miał zamiaru kalkulować, by zachować miejsce w czołówce, lecz chciał „pójść na całość”. Ale ten skok mu się nie udał – 87,5 m. Rywale zwietrzyli szansę, ale jedynie Steiner zdołał skoczyć 103 m (II m), a Rainer Schmidt 101 m (III m). Szwajcar stracił do Fortuny jedynie 0,1 punktu, a trzeci Schmidt 0,6 pkt. Ogólny faworyt, Kasaya zawiódł całkowicie, w drugiej serii miał tylko 85 m.

Świat uznał zwycięstwo Fortuny za największą sensację igrzysk, a w Polsce przyjęto je jako dziejowe wydarzenie w polskim sporcie. Komentatorzy pisali, że sukces Polaka, był zwycięstwem człowieka nad komputerami (aluzja do stechnicyzowanej Japonii). Dziennikarze zagraniczni słali do swych redakcji sprawozdania, w których nazywali konkurs na Okurayamie „trzęsieniem ziemi”. Podobno długo jeszcze po igrzyskach Polska (po japońsku Porando) kojarzyła się Japończykom z Szopenem i... Fortuną... Dokonał tego „rudzielec” z Zakopanego, który przed igrzyskami nie był nawet mistrzem Polski...

Już w Japonii marzył tylko, by dokonać czegoś wielkiego, by pokazać, że warto było wysłać go na olimpiadę. Nie zadowolił się szóstym miejscem na średniej skoczni. Był tak podniecony startem na dużym obiekcie, że spał źle, nie miał apetytu w dni zawodów. Na długo przed tym, gdy rozpisywano się o specyficznej diecie Adama Małysza – bułka i banan, Fortuna też posilił się bananem i „orzeźwił” łykiem kawy. Po takim skromnym śniadaniu pojechał na skocznię i skoczył 111 m.

– Sam nie wiem, jak wyszedł mi ten skok – opowiadał po konkursie. – To był naprawdę skok życia. Nie wierzę, bym kiedykolwiek mógł skoczyć tak pięknie i tak daleko...

Wygrałem konkurs tym jednym skokiem. Drugi całkowicie zawaliłem, nie wytrzymałem nerwowo. Ale inni również – Kasaya, Raszka, Napalkow... Dopisało mi szczęście. Złoty uśmiech fortuny...



Inne wiadomości:
Snowboard: Jagna poza dwudziestką
Biathlonowe MP: Gwizdoń i Piecha najlepsi na dochodzenie
NHL: Detroit ponownie najlepsi
NBA: Knicks zapłacą Brownowi
Łyżwiarskie ME: pierwszy taniec dla rosyjskiej pary
NBA: przewlekła kontuzja Gasola
Wielki Szlem Azji i Pacyfiku
NBA: Nets zagrają w play off
Kooyong: Roddick pokonał Federera
Mistrz Rutkowski