Bukmacherzy Internetowi

BUKMACHERZY INFORMACJE:

POLECANI BUKMACHERZY:

POKER:

NIUSY SPORTOWE:

LINKI:

ARCHIWUM NIUSÓW:

Gwizdoń: nic nie obiecuję | piątek, 01 grudnia 2006


Biathlonistka Magdalena Gwizdoń jako pierwsza Polka w historii zwyciężyła w zawodach Pucharu Świata. – Nie obiecuję kolejnych wygranych. Dzisiaj się trafia w tarczę, jutro nie. Taki jest biathlon – powiedziała 27-latka, najlepsza w biegu na 7,5 km w szwedzkim Oestersund.

Interesujesz się sportem?

Załóż konto u najsolidniejszego internetowego bukmachera Bet-at-Home
i obstawiaj mecze ulubionych zespołów.
BONUS 100% pierwszej wpłaty !!!


– Tak długo czekałam na to zwycięstwo. Przecież właśnie tutaj dziesięć lat temu jeszcze jako juniorka zadebiutowałam w Pucharze Świata. Jakoś to się wszystko pięknie połączyło. Byłam już druga, trzecia, ale na najwyższym stopniu jeszcze nie stałam – dodała Gwizdoń, która dotąd najlepsze wyniki uzyskała w sezonie 2004/05.

Wtedy to we włoskim San Sicario zajęła drugie miejsce właśnie w sprincie, a w Oslo-Holmenkollen była trzecia w biegu indywidualnym (15 km).

W piątek Gwizdoń wyprzedziła Niemki Kati Wilhelm i Martinę Glagow. – Samo startowanie wśród najlepszych już jest zaszczytem. A pokonanie zdobywczyni Pucharu Świata w ostatnim sezonie i jej bardzo utytułowanej koleżanki jest po prostu niesamowite – cieszyła się Polka.

W minionym sezonie jej piętą achillesową było strzelanie. Tym razem ani razu się nie pomyliła.

– W sezonie olimpijskim zmieniłam kolbę karabinku i jakoś się do niej nie mogłam przyzwyczaić. Nie mogłam się wstrzelić. Pojawiły się nerwy, emocje, a to na strzelnicy tylko przeszkadza. Teraz wróciłam do starej kolby i strzelam dużo lepiej – tłumaczyła Gwizdoń.

W piątek zawodniczkom przeszkadzał zmienny wiatr. – Czułam to już na przestrzeliwaniu. Raz szło w prawo, raz w lewo. Ale już w zawodach jakoś wyczuwałam kierunek wiatru. A poza tym miałam szczęście – zaznaczyła.

W okresie przygotowawczym nie trenowała na sto procent, miała długotrwałą kontuzję łokcia.

– To było zapalenie kaletki. Dokuczało mi w sierpniu, wrześniu, gdzieś do połowy października. Biegałam z jednym kijkiem. Strzelałam tylko na stojąco. Nie mogłam strzelać leżąc, bo nie mogłam się opierać. Ale czułam, że jest nieźle. Nabrałam trochę pewności siebie, uwierzyłam, że może być dobrze. Jestem mocniejsza psychicznie i to procentuje w zawodach – mówiła urodzona 4 sierpnia 1979 roku w Cieszynie zawodniczka.

Gwizdoń nie chce obiecywać kolejnych zwycięstw w Pucharze Świata.

– Biegowo jestem bardzo dobrze przygotowana. Ale w biathlonie żeby zajmować dobre miejsca trzeba też celnie strzelać. Dzisiaj się trafia w tarczę, jutro nie. Taki jest biathlon. Nie można przewidzieć co się stanie. Mogę tylko powiedzieć, że będę walczyła – podkreśliła szczęśliwa zwyciężczyni.


Inne wiadomości:
Wielobój: rekord Polski Wójcickiej-Trzebuni
Moskwa: faworyt bez straty gema
Tajner z kombinatorami
Hokejowe prawo Bosmana: rekompensata tylko do 23 lat
NBA: Spurs blisko awansu
PZKosz: nowi trenerzy od października
Tenis: Rosjanie rozdają karty
Budapeszt: półfinał nie dla Castano
Puchar Davisa: rośnie przewaga Hiszpanii
Poznań: Kubot walczy o półfinał